Wybór partnera nie jest wyłącznie efektem feromonów, gry hormonów lub nieokiełznanym pożądaniem. Bywa, że poza miłością o naszych wyborach decydują niedobory lub rany z okresu dzieciństwa. Im głębsze poczucie zranienia lub niezaspokojenie naszych potrzeb jako dziecko, tym większe oczekiwania i nadzieja na to, że nasz partner uleczy nasze młodzieńcze niedobory. To trudne, ale jedna z decyzji mających dla nas niemalże największe znaczenie w życiu zależy od czynników tkwiących głęboko w naszej podświadomości.

Wchodząc w dorosłe życie z poczuciem braku

Wchodząc w dorosłe życie z poczuciem braku, z poczuciem niezaspokojonych potrzeb troski i miłości, wybieramy partnerów, którzy podświadomie mają nam wypełnić wewnętrzną pustkę emocjonalną. Jak twierdzi terapeuta par Henry V. Dics właśnie w ten sposób pojawiają się „korzenie późniejszych problemów par” – czyli już w chwili wyboru partnera. Partnerzy, którzy wyglądają na niezwykle kochających, między którymi płonie pożądanie, mogą się kłócić nieustannie o najmniejsze drobiazgi. Pod pretekstem pretensji o sex, dzieci, pieniądze kryją się zupełnie inne głębsze potrzeby ujawniające się w często nierealnych i dziecięcych oczekiwaniach wobec partnera. Istnieją cztery rodzaje potrzeb, których zaspokojenie w dzieciństwie może mieć istotny wpływ na wybór partnera i jakość wspólnego życia.

Poczucie bycia wartościowym

Pierwszą z tych potrzeb jest poczucie bycia wartościowym. Małe dziecko, czując odzwierciedlenie swoich uczuć w osobie mamy, czuje się odrębną, istotną i ważną osobą. Niekiedy w dzieciństwie nie byliśmy wzmacniani i mamy poczucie, że ktoś inny ciągle musi napełniać nasze poczucie wartości dając nam bezwarunkową akceptację i miłość. Jeśli sami nie docenimy siebie i nie poczujemy swojej wartości, na próżno poszukiwać tego poczucia w oczach innych. Partner lub inne bliskie nam osoby z czasem poczują się przytłoczone nieustannym napełnianiem naszego wnętrza poczuciem wartości.

Potrzeba opieki i troski

Potrzeba poczucia bycia zaopiekowanym w zdrowej relacji ma charakter przyjemnego rytmu pomiędzy głodem a nasyceniem. To moment, w którym rodzi się zaufanie dziecka do rodzica w to, że rodzic zawsze zaspokoi jego potrzeby. Dopóki poczucie troski ni niesie w sobie chęci zrekompensowania jej braku w dzieciństwie, dopóty nałożenie na innych brzemienia opiekowania się nami, będzie obciążeniem, jakiego nasi bliscy nie będą w stanie unieść. To z kolei wpędza nas w poczucie winy i poczucie, że jesteśmy zbyt słabi i trzeba się nami opiekować. To błędne koło może przerwać wyłącznie praca nad odbudowanie fundamentalnego poczucia wartości, pewności siebie i siły, prowadzące do odzyskania poczucia wewnętrznej stabilności i samowystaczalności.

Potrzeba autonomii i samodzielności

Potrzeba autonomii i samodzielności kształtuje się od drugiego roku życia i polega na współistnieniu dwóch mechanizmów: poczuciu, że jest się coraz bardziej samodzielnym i jednocześnie nadal zależnym od rodziców. To także poczucie, że bunt i walka o niezależność nie jest jednoznaczna z utratą miłości rodziców.

Potrzeba identyfikacji z własną płcią

Jest taki moment w życiu, w którym kształtują się wyobrażenia o własnej płci – jako słabej, zależnej lub silnej i bezpiecznej. Łatwo jest pozostać „synkiem mamusi” lub „córeczką tatusia” nie osiągając poczucia identyfikacji z rodzicem tej samej płci, a przyjmując na siebie poczucie winy lub tkwiąc w pozycji gardy i nieustannej gotowości do walki.

W jaki sposób nie zaspokojone potrzeby w okresie dziecięcym zostawiają swój ślad w dorosłym życiu partnerskim? Mężczyzna, który boi się identyfikowanych z kobietą aspektów wrażliwości – nie przyznaje się do nich: do płaczu, do wrażliwości, wzruszenia. Mężczyzna spragniony nieustannego podziwu będzie szukał kobiety, która będzie go podziwiała. Pragnąca opieki i troski znajdzie mężczyznę, który się nią zaopiekuje. Wątpiąca w swoją kobiecość kobieta pragnie znaleźć „stuprocentowego” mężczyznę.

Ile z wysyłanych sygnałów jest prawdziwych, a ile stanowi wyłącznie fasadę przykrywającą wewnętrzne braki? Nie da się zaspokoić czyichś pragnień pozorami. Mając wewnątrz pustkę, nie można dać drugiej osobie tego, czego pragnie. Nie przyjmując odpowiedzialności za zaspokojenie części swoich własnych pragnień, nigdy nie poczujemy nasycenia, spełnienia i satysfakcji.

Kiedy fasada budowana przez lata okazuje się fikcyjna i odkrywamy swoje prawdziwe ja, pary często nie radzą sobie z rzeczywistością o drugim człowieku. Partnerzy nie zawsze radzą sobie z tym, kim naprawdę są i akceptacją swoich własnych braków. Terapia i wsparcie specjalisty może pomoc uświadomić sobie dawne oczekiwania, uznać i przeboleć stratę oraz odzyskać siły i wiarę w budowanie związku na nowo. Wymyślić związek na nowo. Na nowo poukładać siebie i relację.

Autor: Patrycja Dorsz vel Drożdż

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *